O OLT i polskich portach lotniczych słów jeszcze kilka…

Cały ubiegły tydzień branża lotnicza żyła kolejnym informacjami składającymi się na wspólny obraz, który określić można jako „koniec OLT Express”. Już w zeszłym tygodniu pozwoliłem sobie w kilku słowach skomentować efekty tego małego trzęsienia ziemi, jakie spowodował na naszym rynku upadek OLT. Ale zastanówmy się co ta zmiana oznacza dla polskich portów lotniczych – głównych, oczywiście obok naszych drogich pasażerów, beneficjentów faktycznego bądź planowanego rozwoju siatki połączeń OLT.

Statystyki ruchu na pewno spadną, ale przyznajmy uczciwie, że takie krótkookresowe wahania są czymś zupełnie normalnym na dynamicznie zmieniającym się rynku i nie mają fundamentalnego znaczenia dla długoterminowego rozwoju ruchu. Oczywiście lepiej chwalić się znaczącym wzrostem niż przemilczeć spadek ruchu w danym miesiącu, ale taka chwilowa zmiana wolumenów ma jednak przede wszystkim znacznie wizerunkowe, a nie biznesowe.

Trochę większym problemem dla polskich lotnisk regionalnych może być brak realizacji ambitnych planów rozwoju siatki połączeń międzynarodowych OLT (przypomnijmy sobie choćby jak bogatą ofertą przewoźnik ten chciał kusić od jesieni pasażerów z Rzeszowa). Na marginesie trzeba przyznać, że były to bardzo odważne plany, choćby z uwagi na konkurencję z jaką przyszłoby walczyć przewoźnikowi na tym rynku.

I wreszcie długi. OLT pozostawił po sobie kilka niezapłaconych faktur wystawionych przez porty lotnicze, dostawców paliwa. Wieść niesie, że łączna wartość tych należności jest całkiem spora, ale na pewno nie są to sumy, które wstrząsną finansami spółek zarządzających polskimi lotniskami. Z drugiej strony, zarządcy polskich lotnisk liczą każdą złotówkę i brak tych kilku złotych na pewno nie pomoże w realizacji planów rozwoju. Czy można powiedzieć, że byli oni nieostrożni wchodząc w relacje biznesowe z niepewnym partnerem? Wydaję się, że nie. Nad rynkiem czuwa regulator dający rękojmię bezpieczeństwa i zgodnego z przepisami realizowania przewozów lotniczych przez operujących tu przewoźników. Jednocześnie porty lotnicze starają się wykorzystać każdą okazję do poszerzenia swojej siatki połączeń. Tylko żal braku stabilności oferty, przez który trudno przekonać pasażerów do niezawodności całej branży lotniczej.

I wreszcie, co na to wszystko rynek i czego mogą po nim spodziewać się lotniska? Rynek próżni nie znosi i na pewno w pewnym stopniu „dziura” po OLT zostanie załatana. Naturalnym kandydatem jest Eurolot, któremu z dnia na dzień zniknął z rynku najgroźniejszy konkurent. LOT już dzisiaj zapowiedział zwiększenie oferowania na niektórych połączeniach. A czy możemy spodziewać się kolejnego odważnego, który w najbliższym czasie rzuci wyzwanie tym przewoźnikom? Historia pokazuje, że takich odważnych nie brakuje, tylko ze stabilnością ich pomysłów biznesowych różnie bywa.

bartosz-baca

Jestem jednym z założycieli i Partnerem w BBSG. Jestem też ekspertem Komisji Europejskiej ds. rynku lotniczego. W pracy dla sektora lotniczego staram się poszukiwać nowych modeli wzrostu przychodów pozalotniczych i synergii we współpracy pomiędzy firmami lotniczymi a podmiotami funkcjonującymi w otoczeniu tej branży. Fascynuje mnie obszar związany z poprawą doświadczenia pasażerów i innowacyjne podejście do tworzenia nowych usług dla pasażerów.

Pracuję dla jednostek sektora publicznego, które usprawniają swoje systemy przyciągania inwestycji i chcą bardziej skutecznie stymulować rozwój gospodarczy miast i regionów.

Wcześniej pracowałem w zespole Transportu Infrastruktury i Sektora Publicznego w PwC. Jestem absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wydziału Prawa Uniwersytetu Rennes 1 we Francji oraz Studiów Podyplomowych: Zarządzanie i Finansowanie w Sektorze Transportu Lotniczego w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

bartosz-baca